![]() Kliknij tutaj aby pominąć ładowanie |
Pomysł, żeby wyjechać do Szwecji powstał własnie przed wakacjami w 2003 roku. Było nas trzech kolegów i szukaliśmy pracy za granicą; na początku myśleliśmy o Niemczech, Austrii, a na samym końcu o Szwecji, ponieważ nie mieliśmy odpowiedniego samochodu, żeby jechac tak daleko. Andrzej uzyskał informacje, że pewien znajomy jeździł kiedyś do Szwecji na zbiory jagód i borówek, spotkał się z nim i okazało się, że jakiś "znajomy znajomego" także wybiera się w tym roku, więc mielibyśmy ułatwioną sytuację, ponieważ on już wszystko wie i wspólny wyjazd nie byłby przeszkodą. Po przemyśleniu sprawy postanowiliśmy pojechać. Wyjazd doszedł do skutku, było nas 6 osób: Paweł, Andrzej, Anka, Kuba, oraz dwóch Grześków, mieliśmy dwa samochody - Nissan Sunny rocznik '93 i Skoda 130 rocznik '88(!!!). Wyjechaliśmy z Polski 17 lipca, naszym celem był Jokkmokk. Wspólnie z tymi znajomymi(którzy już jeździli wczesniej do Szwecji) po prawie 3 dniach przekroczyliśmy koło polarne i dotarliśmy do Jokkmokku. Na miejscu okazało się, że nie będzie co zbierać i musimy zjechać niżej, w okolice Arvidsjaur. Zgodnie ze wskazówkami, które otrzymaliśmy w punkcie informacyjnym w Jokkmokku jeszcze w tym samym dniu dojechaliśmy do Arvidsjaur i poszukaliśmy skupu. Tam także okazało się, że skup na obecny sezon jeszcze nie ruszył i nic dokładnie nie wiadomo, kiedy można bedze zacząć zbierać maliny (tzw. malinę moroszkę). Wszyscy wspólnie przemyśleliśmy sytuacje i doszliśmy do wniosku, iż powinniśmy się rozdzielić; my w szóstke pojechaliśmy w jedną stronę, a oni(ci znajomi) w czwórke w drugą. Umówiliśmy się, że jeżeli jedna ekipa coś znajdzie to da znac tej drugiej i w ten sposób szybciej znajdziemy miasto, w którym będzie możliwość sprzedaży owoców. Lekko załamani kierowaliśmy się na Lycksele, lecz po drodze staraliśmy się sprawdzać wszystkie miasta i pytać się o skupy owoców. Z Arvidsjaur wyjechaliśmy po południu, więc zanim dotarliśmy w okolice Norsjo to był już wieczór. Stwierdziliśmy, że poszukamy tam miejsca na rozbicie namiotów, przenocujemy, a z samego rana pojedziemy do Informacji w centrum Norsjo i zapytamy o skup. Namioty rozbiliśmy nad jeziorem w Norsjovallen i jak się następnego dnia okazało - stały naprzeciwko kampingu. To właśnie w dniu następnym poznaliśmy Charliego, który powiedział, że sezon można uznać za rozpoczęty, ponieważ jesteśmy pierwszymi osobami, które chca zbierać owoce. Nie zostaliśmy jednak na kampingu, ponieważ ceny noclegów, które przedstawił nam Charlie były bardzo wysokie: 100SEK za dobę pod namiotem, później obniżył ją na 80SEK, lecz to był początek zbiorów, my nie zarabialiśmy jeszcze żadnych pieniędzy, więc nie było nas stać. Zamieszkaliśmy "na dziko", ok. 100 metrów od kampingu, nad jeziorem. Trwało to prawie dwa (trudne) tygodnie zanim przeprowadziliśmy się na kamping. Decyzję o przeprowadzce podjeliśmy, jak tylko Charlie powiedział, że "miejscowym" nie odpowiada to, iż mieszkamy nad jeziorem (to było w zasadzie kąpielisko), a do tego obniżył cenę noclegu w namiocie do 20SEK od osoby. W tym samym dniu cena za kilogram malin wzrosła do 55SEK, wcześniej wynosiła 50SEK, od tego momentu wszystko stało się łatwiejsze. Okres na maliny trwał stosunkowo długo, ponieważ były to trzy tygodnie. Podzieliliśmy się na dwie ekipy po 3 osoby w każdej. Każdego dnia zbieraliśmy koło 5kg/os., ciężko było uzbierać wiecej niż 6kg, ponieważ sezon nie należał do najlepszych. Średnio zarabialiśmy po 250SEK, niekiedy było lepiej, a niekiedy gorzej, ale pomimo tego nadal opłacało się tam zostać i zbierać. Później przyszedł sezon na borówki (mowa tutaj o tych niebieskich), musieliśmy szukać nowych miejsc i od nowa uczyć się wszystkiego, ponieważ zupełnie inaczej szuka się borówek, rosną one raczej na wyrębiskach, zbiera się je maszynkami. Najbardziej pamietamy, że bolały nas plecy, ale po powrocie do domku (później przeprowadziliśmy się do małego domku) dużo odpoczywaliśmy, żebyśmy następnego dnia móc znowu zbierać. Po paru dniach znaleźliśmy odpowiednie miejsce, na którym zbieraliśmy już wszyscy. Trwało to około tygodnia, średnio mogliśmy tam uzbierać 30kg/os., a w skupie za kilogram płacili 7SEK, później cena wzrosła do 8SEK. Nasza znajomość z Charliem zaczęła się rozwijać, od momentu, w którym przeprowadzilismy się na kamping. Pewnego dnia Charlie wstępnie zaproponował organizację wyjazdu na zbiory dla większej ilości osób, a my zgodzilismy się na to. Końcem sierpnia Paweł i Grześki wyjechali do domu, ponieważ niebawem zaczynał się rok szkolny; zabrali Skodę, w której podczas podróży wybiła się przednia szyba. W Szwecji ciężko dostać części do starych polskich lub czeskich samochodów, taką szybę można było tylko sprowadzić z Czech, lecz czas i cena na to nie pozwalały (5 dni i 3000SEK), więc byli oni zmuszeni przejechać 1100km bez przedniej szyby. Na złomowisku w Gdyni kupili szybę za 40PLN i podróż przez Polskę była już tylko formalnością. Andrzej, Anka i Kuba zostali w Norsjo o 1,5 tygodnia dłużej, ponieważ ich wakacje trwały do końca września. Jeszcze przed wyjazdem ze Szwecji omówili z Charliem sprawę organizacji zbiorów na rok 2004. Dla całej szóstki czas spędzony w Szwecji był niezapmnianym przeżyciem i lekcją życia, ale to także były wakacje i to naprawdę udane! Każdy był zadowolony, nikt na tym nie stracił, a było wręcz przeciwnie - wszyscy zarobili.